Wiatr, kości i Chrystus

Nie lubię chodzić na tego typu wystawy. Głośno o niej wszędzie, złoty medal, sukces w Pradze, ścisłe nawiązanie do Grotowskiego. Czuję napięcie, stawiam wysoką poprzeczkę, oczekuję czegoś wyjątkowego… A jak nie zrozumiem? Bez obaw, tu nie trzeba rozumieć, tylko słuchać drzew i wiatru.

 

Wchodzę więc do sali teatralnej, którą znam praktycznie tylko z przedstawień albo wykładów. Ciemno, trafiam w drzwi, wchodzę w oślepiającą biel. Drzewa. Nabite, a w zasadzie nawleczone na druty. Wiedziałem, że będą, ich zdjęcia obiegły chyba wszystkie światowe media piszące o kulturze.

 

Dźwięk pojawia się nagle. Jest jak potępieńcze wycie. Stalowy jazgot silnego wiatru wyjącego między jakimiś rurami.

 

– Mój Boże – jęczę w duchu. Dźwięk dosłownie zmienia mój nastrój. Jest źle. Zimno, strasznie… Uff, dobrze, że jest ktoś obok.

 

– W Fukushimie dziś mocno wieje – mówi dziewczyna, która opiekuje się wystawą. – Proszę się nie bać, zaraz zmienimy. Może Czarnobyl?

 

Kiwam głową lekko oszołomiony. W Czarnobylu za to lekki wietrzyk. Nawet taki… letni. Robi się lepiej, znośniej, przyjemniej. Na dodatek obecność dziewczyny działa kojąco.

 

– Proszę posłuchać drzew, wystarczy przytknąć czoło, a dźwięk rozejdzie się po kościach – mówi z uśmiechem.

 

– No wiem, słyszałem, a nie pęknie mi głowa? – gadam od rzeczy.

 

Przytykam czoło i włączam dźwięk w całym ciele. Dziwne. Nie słyszę go uszami, tylko, sam nie wiem… środkiem głowy. Czuję go w palcach u rąk, w kolanach i jak mniemam również w śledzionie.

 

Dźwięk? Kobieta mówi, jakby dostała właśnie postrzał w plecy. W każdym razie rwący głos jest dość zaskakujący. Nawet nie rwący – jakby mówiła do mnie z równoległej rzeczywistości musząc przezwyciężyć niewyobrażalne siły kosmosu. Ta forma zderza się z tym co mówi. Wiedziałem, że mają to być teksty romantyków, ale z tego co słyszę Inwokacji raczej nie będzie. Jakieś wyrwane z kontekstu opisy przyrody. Słowny galimatias.

 

W pewnym momencie jednak zaczyna się jakoś układać. Nie – nie w sensowną całość. W całość transową, wrażeniową. Coś na kształt spójności wibracji. Dobrze, że w Czarnobylu akurat ładna pogoda, bo japoński skowyt może by jednak nie ułożył tego wszystkiego. Chociaż nie wiadomo. W każdym razie objęcie pnia drzewa potęguje wrażenie spójności.

 

Odrywam się. Przy następnym drzewie jest podobnie. Jest jak u Grotowskiego – dotykam ręką spektaklu. Uczestniczę. Myślę o tych elektrowniach atomowych, wszechobecnej śmierci, wojnach, polityce, tym, że nie słuchamy drzew, morza, wiatru. Odrzucamy, tak jak Chrystusa w Apocalipsis cum Figuris. Wychodzę, dźwięk jeszcze jakiś czas wibruje we mnie. Tu nie trzeba rozumieć, tylko słuchać drzew i wiatru.

Robert Włodarek

 

Instalacja Post Apolapsis dość krótko, zaledwie 6 dni można było słuchać i oglądać we Wrocławiu. Może jeszcze do nas przyjedzie, bo warto, żeby więcej osób mogło na nią trafić. W listopadzie będzie ją można zobaczyć w Katowicach – w Centrum Scenografii Polskiej działającym przy Muzeum Śląskim.

 

Więcej na temat złotego medalu, Pragi i sukcesu oraz mniej wrażeniowych, a bardziej branżowych wypowiedzi znajdzie w tekście: Post-Apocalypsis – złoty medal!

 

Post Apocalipsis 1 Post Apocalipsis 2 Post Apocalipsis 3 Post Apocalipsis 4 Post Apocalipsis 5 Post Apocalipsis 6 Post Apocalipsis 7 Post Apocalipsis 8 Post Apocalipsis 9 Post Apocalipsis 10 Post Apocalipsis 11 Post Apocalipsis 12 Post Apocalipsis 13