Klasa szaleńców – recenzja

Z czym kojarzy się wam Japonia? Jeśli przed oczami od razu stają wam gejsza, samuraj i kwitnąca wiśnia, fenomenalny spektakl „Klasa szaleńców” Zespołu Teatralnego Ikenoshita z Tokio ma szansę pokazać wam Japonię, o jakiej zwykle się nie mówi. Najlepiej ilustruje ją przysłowie „Gwóźdź, który wystaje, należy wbić”.

 

Zapomnijcie więc o kimonach, grzeczności i powściągliwości. Nie będzie tu też miejsca na estetykę infantylnej słodyczy rodem z anime i mangi. „Klasa szaleńców” to intensywny, nasycony znaczeniami spektakl o odwadze, indywidualności i walce o swoją tożsamość w społeczeństwie, które nie toleruje odmieńców.

 

W spektakl wprowadza nas rozmowa rodzeństwa: dziewczynka informuje brata, że w ich sześcioosobowej rodzinie jest ktoś szalony. On jednak nie wydaje się zainteresowany: jest zajęty pilnowaniem zamkniętego pokoju, bo wierzy, że wewnątrz jest motyl…

 

Wiadomość, którą w pierwszej chwili możemy wziąć za niewinny psikus młodszej siostry, w obsesyjnie dbającej o pozory rodzinie staje się prawdą. Dla dobra małej społeczności szaleńca należy odszukać i zabić.

 

W tym świecie tytułowe szaleństwo to potworny wstyd, utrata twarzy, wykluczenie. Rzecz w tym, że każda z sześciu osób ma swoje małe dziwactwa, pasje i pragnienia, które w oczach innych członków rodziny są trudne do zaakceptowania. Autor sztuki, Shūji Terayama, daje swoim postaciom wybór: pozostać w znanym, bezpiecznym piekle, nagiąć się i dostosować, czy zapłacić wysoką cenę odrzucenia i samotności za życie według własnych zasad?

 

Wystarczyły pierwsze sceny prezentujące postacie, abym dała się wciągnąć w wieloznaczną, trzymającą w napięciu grę. Z mieszaniną fascynacji i zgrozy obserwowałam, jak aktorzy często bez słów, samym tylko ruchem scenicznym, wyrazistą mimiką i ekspresyjną mową gestów ilustrowali narastającą podejrzliwość i rozpaczliwą chęć upodobnienia się do innych. Wszystko, aby tylko odsunąć od siebie oskarżenia o szaleństwo.

 

Największe wrażenie zrobiło na mnie twórcze i oryginalne odniesienie technik tradycyjnego japońskiego teatru. Aktorzy stosowali ekspresję i ruch zaczerpnięty z lalkowego teatru joruri – naśladowanie marionetek było też popularną techniką artystyczną w japońskim teatrze mieszczańskim w XVII i XVIII wieku. Reżyser spektaklu, Kazufumi Nagano, odwołuje się do tej tradycji, aby zilustrować zniewolenie i wymuszone strachem przestrzeganie kanonów społecznych.

Efekt jest piorunujący: w jednej chwili aktorzy przechodzą od upiornych, mechanicznych ruchów do gry pełnej nieskrępowanej ekspresji. Te metamorfozy z lalek w postacie rozdarte swoimi wewnętrznymi dramatami stoją w sprzeczności z groteskową mimiką, która upodabnia ich twarze do teatralnych masek. Próżno szukać ich indywidualnych cech. Jest to niewątpliwie zabieg celowy: w członkach rodziny widzimy Everymana; w tym kameralnym, sugestywnym spektaklu każdy może poczuć się uczniem w „Klasie szaleńców”.

 

Kazufumi Nagano zaskakuje raz jeszcze. W klaustrofobiczny, nieprzyjazny świat zamieszkany przez ludzi-marionetki wprowadza bowiem animatorów, czyniąc z nich nie wszechwładnych panów, ale udręczone jednostki, podlegające tym samym bezdusznym prawom.

 

To kolejne inteligentne, twórcze nawiązanie do teatralnej tradycji. Ubrani na czarno kureko są nieodłącznym „elementem” kabuki i teatru lakowego joruri – zgodnie z konwencją pozostają oni niewidoczni dla publiczności. W spektaklu Ikenoshity marionetki ożywają, aby przełamywać iluzję, zwracać się bezpośrednio do lalkarzy, obnażać ich zagubienie i niepewność. W absurdalnych, farsowych scenach – bez trudu zrozumianych przez publiczność – postacie ucieleśniające niewidzialną siłę presji społecznej okazują się tylko wykonawcami scenariusza, którego wartość również podważają.

 

Autor sztuki, Shūji Terayama, był jednym z najbardziej awangardowych japońskich dramatopisarzy i reżyserów. „Klasa szaleńców” w inscenizacji Ikenoshity była jednak zaskakująco przystępna i czytelna, mimo specyficznych środków wyrazu i niezwykle oszczędnej scenografii.

 

Inteligentna gra z konwencją, bezlitosna krytyka systemów społecznych wyrażona bardziej w symbolach niż w słowach, wreszcie gra aktorska na najwyższym poziomie złożyły się na spektakl, który na długo zapadnie mi w pamięć.

 

„Klasa szaleńców” była teatralną ucztą i pozostaje mieć nadzieję, że Ikenoshita zawita jeszcze do Polski.

 

Zuzanna Ilków

 

Tytuł: Klasa szaleńców („Kyōjin Kyōiku”)
Autor: Shūji Terayama
Reżyseria: Kazufumi Nagano
Premiera: 2006

 

Fot. archiwum Zespołu Teatralnego Ikenoshita