Camille, genialna oczywistość

Tego typu historie zawsze budzą we mnie lekki niepokój. Wiemy o co w nich chodzi, jak do tego doszło, jaki jest koniec. Znamy dramat Camille Claudel, jej geniusz, cierpienie… Jak więc pokazać oczywistość, żeby nie popaść w sztampę? Tak jak pokazała to Kamila Klamut podczas Monosytuacji w Instytucie Grotowskiego.

 

Tego typu historie są jak adaptacja znanych dzieł, czy choćby kolejne sposoby przedstawiania, dajmy na to – Pasji Chrystusa. Ta ostatnia wyszła w miarę oryginalnie Melowi Gibsonowi, który po prostu pokazał, jak zamienić człowieka w kotlet mielony. W przypadku Camille Claudel można pokazać po prostu jej biografię – jak mieliśmy do czynienia w filmie z lat 80-tych, w którym tytułową rolę zagrała Isabelle Adjani. Odkrywczy to obraz nie był, jednak Adjani, będąca wtedy zdaje się w szczytowej formie (potwierdza to późniejsza tytułowa rola w Margot), potrafiła doskonale oddać geniusz, namiętność, szaleństwo i osamotnienie zdradzonej przez wszystkich rzeźbiarki. W zeszłym roku ostatni etap życia Camille zainspirował Bruno Dumonta, który chyba jako pierwszy kazał Juliette Binoche grać bez makijażu. Obraz interesujący, jednak bez jakiegoś wewnętrznego niepokoju – a taka przecież była Claudel. Szalona, rozwścieczona, zdradzona, miotająca się na huśtawce nastrojów. Właśnie dlatego z lekkim niepokojem podchodziłem do jednego ze spektakli Monosytuacji u Grotowskiego, czyli właśnie do Camille, w którą wcieliła się, związana z instytutem, Kamila Klamut.

 

Nie jest łatwo w przekonywujący sposób pokazać szaleństwo i cierpienie. Wydaje się, że Kamila Klamut obrała jedną z najlepszych dróg do przedstawienia wszelkich stanów „uwięzionej” rzeźbiarki. Zaczęła powoli, skromnie, bez przytupu, sącząc jednak w umysł widza narastający niepokój. Stopniowo opowieść o paczkach, matce, jedzeniu (sugestywne gniecenie jedzeniowej papki) zamienia się… no właśnie, nie od razu w wybuch. Zmiana ubrania z prostej sukni na wytworną kreacje prowadzi nas przez retrospekcje, wspomnienia, listy Rodina, jego obietnice – wszystko to, co związane z przeszłością może kłębić się w przerażonym umyśle zniewolonej kobiety. Doskonała jest przy tym wizualna czy techniczna strona gry aktorskiej. Widzimy Camille jako kręcącą się pozytywkę we wspaniałej sukni. Widzimy ją w pozach swoich rzeźb. Przeżywamy razem z nią jej upadek, proszącą możnych o kupienie rzeźby, proszącą widownie o pieniądze. Jesteśmy w końcu przerażeni jej szałem – i jest to rzeczywiście potężna energia. Roztrzaskujące się na podłodze i ścianach sali Teatru Laboratorium rzeźby Claudel powodują chęć skulenia się.

 

Niebagatelną role odgrywa w spektaklu muzyka – tworzona na żywo na pianinie przez Marianę Sadovską, która w pewnych momentach również uczestniczy w przedstawieniu. Muzycznie zaskakujący jest koniec, czyli kawałek polskiego zespołu hard rockowego – Kobong. Ale taka właśnie była Claudel – zaskakująca i nieobliczalna. Spektakl pozostawia piorunujące wrażenie – warto mieć po nim trochę czasu na spacer i przemyślenie kilku kwestii.

Robert Włodarek
Fot. InfoArt24.pl

 

Czytaj również: Camille, Instytut im. Jerzego Grotowskiego 

 

Co: Camille, premiera spektaklu Kamili Klamut i Mariany Sadovskiej
Gdzie: sala Teatru Laboratorium, Instytut Grotowskiego, Rynek – Ratusz 27, Wrocław
Kiedy: 27–28 lutego, 1 marca, czwartek–sobota, godz19:00
Bilety: 15 zł

 

Camille w ramach cyklu Monosytuacje w Instytucie im. Jerzego Grotowskiego

Camille w ramach cyklu Monosytuacje w Instytucie im. Jerzego Grotowskiego

Camille w ramach cyklu Monosytuacje w Instytucie im. Jerzego Grotowskiego

Camille w ramach cyklu Monosytuacje w Instytucie im. Jerzego Grotowskiego

Camille w ramach cyklu Monosytuacje w Instytucie im. Jerzego Grotowskiego

Camille w ramach cyklu Monosytuacje w Instytucie im. Jerzego Grotowskiego

Camille w ramach cyklu Monosytuacje w Instytucie im. Jerzego Grotowskiego